
…czyli słowo o tym, co może zatrzymywać osobę doświadczającą przemocy w krzywdzącej relacji.
Wobec, często niezrozumiałego dla wielu osób, trwania przez osoby doznające przemocy domowej w krzywdzącej dla nich relacji pojawia się przypuszczenie, że istnieją przeciwstawne powody, dotykające podstawowych potrzeb i wartości osoby krzywdzonej – na tyle istotnych, że nie pozwalają zrezygnować i wyjść z bliskiej relacji.
Przyglądając się zjawisku przemocy domowej i szukając odpowiedzi na pytanie „dlaczego nie odchodzą?”, dobrze zauważyć, że źródeł takiej sytuacji jest zazwyczaj wiele. Podstawowe powody tworzy sama specyfika przemocy (sprawowanie władzy i kontroli) oraz jej mechanizmy, czyli stopniowe narastanie zachowań naruszających granice, wzrost ich intensywności i dołączanie kolejnych jej form. Do tego cykliczność występowania, „pranie mózgu” i gaslighting. Długotrwałość przemocy domowej powoduje, że do jej skutków dołączają się: wyuczona bezradność, wiktymizacja oraz często dojmujące poczucia winy i wstydu. Czasem pojawiają się syndrom sztokholmski i PTSD lub inne zaburzenia psychiczne. Niestety, reakcje otoczenia i specjalistów (jeśli nieprofesjonalnie prowadzą wsparcie), wtórnie wiktymizują osobę doznającą przemocy. A to z kolei przyczynia się do pozostawania w niszczącym związku.
Warto także zauważyć, że dodatkowymi składowymi problemu są potrzeby osoby krzywdzonej, często niezaspokajane w wystarczającym stopniu w innych relacjach. Przekonanie o małym poczuciu własnej wartości oraz bezradność i niespełnione potrzeby akceptacji, uznania, przynależności i znaczenia – wnoszone w relację, która przerodzi się w przemocową – także w niej zatrzymują.
Początek relacji i czerwone flagi
Część z osób, które w początkowych fazach związku doświadczają przemocy, traktuje takie epizody jako ostrzeżenie. Bierze je poważnie pod rozwagę – decyduje się je uznać i z czasem odchodzi. Jednak część osób, mimo wielu czerwonych flag – zostaje. Początkowe fazy relacji są pewnego rodzaju testem. W tym okresie podejmuje się decyzję, czy nadzieja na wspólne życie i, często, zaspokojenie podstawowych potrzeb są wartościami, dla których warto znosić – początkowo pojedyncze – przykre sytuacje. Im dłużej jednak trwa związek, tym więcej pojawia się takich sytuacji i tym gorsze przynoszą one skutki. Wtedy niezwykle ważny dla osoby krzywdzonej jest dobry system wsparcia, szanujący ją i jej potrzeby – taki, który odpowiednio nazywa jej doświadczenia i nie usprawiedliwia osoby agresywnej. Tyle, że aby otwarcie mówić o tym, co dzieje się w relacji, trzeba mieć zaufanie do ludzi, umocnione poczucie własnej wartości i przekonanie o wadze własnych doświadczeń, uczuć, a przy tym nie brać poczucia odpowiedzialności i wstydu za doznawane krzywdy. Przynajmniej na tyle, żeby szukać pomocy czy choćby rozmowy.
Często początkom relacji towarzyszy stan zakochania, który specyficznie zmienia świadomość – dąży się do nadawania pozytywnych znaczeń wydarzeniom, uaktywniają się także mechanizmy obronne, które chronią przed dysonansem poznawczym. To bowiem niezwykle nieprzyjemny stan wiedzieć, że wybrana, kochana osoba czasem zmienia się i stanowi zagrożenie. Trudno wtedy uznać, która część własnych doświadczeń jest prawdziwa. Niejednoznaczność zachowań i decyzji – nie tylko w odniesieniu do zachowań najbliższej osoby – jest stanem niechcianym, bolesnym i poznawczo obciążającym. Dodatkowo pojawiają się, w odpowiedzi na krzywdę, emocje: poczucie bezradności, poczucie krzywdy, strach i potem lęk, smutek, a następnie złość czy gniew. Budzą one poczucie dezorientacji, gdyż mieszają się z miłością, przywiązaniem, szacunkiem. Niedocenienie historii pary, ich wspólnych, często długotrwałych doświadczeń, tworzy w perspektywie obserwatora pewne uproszczenie. Mamy tendencję zauważać jedynie te trudne, bolesne i obciążające momenty. A osoba pokrzywdzona przemocą jest – w początkowej fazie związku – skoncentrowana raczej na pozytywnych aspektach relacji. Te różnice w perspektywach powodują, że tak trudno znaleźć wspólny język. Dopiero, gdy osoba doświadczająca przemocy w toku relacji zobaczy, że kosztów związku jest coraz więcej, a z czasem przeważają nad zyskami, zacznie dopuszczać do siebie inne postrzeganie tego związku. Wtedy też pojawia się poznawcza otwartość na to, by doświadczenia nazwać przemocą domową. Za tym ujęciem może podążać pomysł „skoro to przemoc, to muszę coś zrobić”. Wymaganie od siebie, by podjąć działania zmieniające układ sił, budzi jednak frustrację.
Wiktymizacja i wyuczona bezradność
Lata trwania w relacji przemocowej pozbawiają siły, wiary w siebie, przekonania o własnej wartości, okradają z własnych emocji, wyborów i decyzji. Lokują osobę w miejscu kogoś pozbawionego decyzyjności i sprawczości. Odbierają nadzieję na zmianę. Mówimy wówczas o procesie wiktymizacji – czyli stawania się ofiarą. W ramach uczenia się o możliwościach kształtowania swojego życia, taka osoba dostaje powtarzające się informacje o braku wpływu na sytuację i o własnej bezradności. Dlatego też proces ten nazywamy wyuczoną bezradnością. W efekcie pojawia się decyzja, często podejmowana nieświadomie, która ma prowadzić do ochrony przed bólem, konfrontacją czy porażką – stopniowe wycofywanie się z sytuacji wymagających przeciwstawiania się. Takie „nie”, odpuszczane na rzecz spokoju, niezaogniania sytuacji, stopniowo pozbawia siły i szacunku do siebie.
Sytuacja, w której – w imię uniknięcia gniewu partnera – ktoś zgadza się nie kontaktować z rodziną albo udzielać odpowiedzi na pytania o zasadność wydatków finansowych pokazuje, że druga strona może bezkarnie kontrolować czyjeś znajomości lub ingerować w niezależność finansową. Strona pokrzywdzona zyskuje wówczas fałszywe przekonanie, że ma wpływ na zachowania partnera i to dzięki niej nie doszło do awantury.
Ukrytym kosztem tego złudzenia jest pokazywanie własnej obawy przed gniewem, która staje się wytrychem pozwalającym uzyskać drugiej stronie – w tym przykładzie – kontrolę nad wydatkami i siecią wsparcia społecznego. Potrzeba, by się chronić, prowadzi do jeszcze większej opresji – pozostawania w izolacji społecznej. Osoba doświadczająca przemocy niejako współpracuje – według obserwatora – ze sprawcą owej przemocy. Unikając własnego lęku, wybuchu złości, np. w formie pogardy czy agresji od drugiej strony, to ona podejmuje decyzję, że nie warto iść do koleżanki czy zaprosić znajomych.
Życie z manipulatorem
Ta stopniowość i czasem nawet niezauważalność przechylania się szali siły i wpływu w relacji sprzyja najbardziej destrukcyjnemu mechanizmowi wbudowanemu w doświadczenie przemocy psychicznej – gaslightingowi. Ciągła krytyka, szantaż emocjonalny dotyczący najważniejszych obszarów, nieustanna kontrola, niespodziewane kary czy niejako konieczność zasługiwania na normalne traktowanie zostają wzmocnione kłamstwami, podważaniem odbioru rzeczywistości czy przerzucaniem winy. Jeśli człowiek pozostaje w bliskiej relacji z kimś, kto wzbudza dezorientację, zaczyna ufać mu bardziej niż sobie, nie traktuje swoich odczuć, swojego rozumienia sytuacji poważnie. Może mieć poczucie, „że wariuje”, a sytuacje, które pamięta, nigdy się nie wydarzyły – gdyż partner tak twierdzi.
Manipulator przekręca fakty tak, że osoba krzywdzona czuje się odpowiedzialna za jego zachowania. Poczucie winy pojawia się najczęściej u tej osoby, która ma więcej empatii i mniej aktywne mechanizmy obronne, pozwalające skonfrontować się z prawdą o sobie. Potrzeba kontroli oraz wpływu na swoje otoczenie i życie jest tak silna, że pozwala przyjąć nawet obraz siebie jako osoby łamiącej normy – tej która doprowadziła do wybuchu agresji partnera. Ten mechanizm jest wzmacniany przez zachowania osoby stosującej przemoc, polegające na wmawianiu winy. „Skoro jesteś winna, to teraz napraw” – zatem osoba „naprawia” relację, a najczęstszą strategią jest ustępowanie, uleganie, rezygnowanie ze swojego zdania. Dzięki takiej ścieżce druga strona utwierdza się w słuszności własnego postępowania i nie ma powodu do szukania w nim rys.
Cykliczne burze
W początkowej fazie relacji zdarzenia przekraczające granice są zaledwie incydentami, potem jednak pojawiają się częściej i są coraz bardziej dojmujące. Cykliczność przemocy, z fazą miodowego miesiąca jest tym, co utrwala schemat. „Przecież po tym wybuchu przeprosił, obiecał poprawę i nawet przez jakiś czas było normalnie”. Tyle, że wkrótce następuje kolejna faza cyklu: narastanie napięcia, wybuch oraz ponownie miodowy miesiąc. Ten ostatni jest jednak mniej spektakularny niż wcześniej. Skraca się też jego okres i, niestety, kolejny wybuch jest już poważniejszy. Napięcie pojawiające się w okresie pomiędzy burzami, jest dla osoby krzywdzonej już znanym doświadczeniem, inicjuje zatem więcej zachowań – mniej lub bardziej skutecznych – które mają ochronić, zminimalizować skutki wybuchu.
Pamiętając o tym, warto pytać o intensywność i czas ich trwania – nie w celu samego zbierania wywiadu, ale po to, by budować samoświadomość osoby krzywdzonej. Tylko jej własne decyzje mogą wyprowadzić ją z więzienia – z jednej strony opresyjnych zachowań agresywnych, a z drugiej – barier myślowych i poznawczych, wytworzonych na skutek doświadczeń przemocy. Odcięcie od innych osób, doprowadzanie do wyczerpania psychicznego i fizycznego, stwarzanie zagrożenia na wielu polach, przy naprzemiennych karach i nagrodach tworzy sytuację, gdy uwaga osoby krzywdzonej, w obawie przed zagrożeniem, koncentruje się na sprawcy. Wtedy staje się on punktem odniesienia wszelkich działań i myśli. To jego zachowania, takie jak groźby, poniżanie, nieustanna degradacja, wywołują lęk i poczucie winy oraz wstyd przed osobami z zewnątrz. To rodzi długotrwały kryzys psychiczny, w którym widzenie tunelowe utrudnia dostrzeżenie innych rozwiązań niż dotychczas stosowane, a one nie przynoszą ulgi, tylko dodatkowo pogłębiają zależność. Nawet rezygnacja z zachowań asertywnych nie daje oczekiwanego efektu w postaci ustania zachowań prowadzących do coraz większego stresu i poczucia opresji.
„Wartość rodziny”, „dobro dzieci”
Wymienione wyżej sposoby oddziaływania składają się na „pranie mózgu”, a jego efektem bywa zmiana przekonań, postaw i wartości na takie, którym hołduje agresor. W takim układzie wszelkie próby odzyskania kontroli i poczucia realnego wpływu na własne życie poprzez odejście ze związku ujmowane są jako niszczenie rodziny. Odpowiednio dobrane etykiety do nazwania podejmowanych kroków mają również godzić w ważne dla osoby krzywdzonej obszary. Jeśli rodzina i jej spójność były naczelną wartością, to ukazanie porzucenia relacji jako ataku w obszar decydujący o tymże poczuciu wartości, tożsamości osoby krzywdzonej, tworzy kolejny dysonans. Dodatkowo zaś odpowiedzialność, którą wniosły lub nauczyły się w tym związku, skłania je do przyjęcia za prawdziwe przekonań w rodzaju „niszczysz rodzinę”, „przez ciebie dzieci nie będą miały ojca”. Posługiwanie się dobrem dzieci czy wyobrażonym wpływem rozwodu na ich psychikę osłabia wolę rozpoczęcia osobnego życia. Powyższe argumenty korespondują z poziomem niewiedzy o psychice dzieci, utrwalonych stereotypowych przekonań o tym, co niewłaściwe i niekorzystne w kontekście ich wychowania. Pozwalają obarczać odpowiedzialnością tylko jedną stronę i przyjmować odpowiedzialność za całość funkcjonowania rodziny. Brak rzetelnej edukacji na temat wpływu sytuacji stresujących na rozwój emocjonalny dzieci daje przestrzeń na obarczanie winą. Z tym niewątpliwie związany jest niski poziom dostępności (lub brak) specjalistycznej pomocy. Im łatwiej zasięgnąć pomocy, wsparcia specjalisty, tym szybciej można rozpoznać wpajane przekonania jako elementy manipulacji i narzędzia do sprawowania kontroli. Ponadto niebagatelny wpływ ma jakość oferowanego wsparcia i pomocy – jeśli będzie prowadzone nieumiejętnie, może pogłębiać wiktymizację i przez to osłabiać motywację do zmiany.
Wyjście z myślowego tunelu
Z punktu widzenia kogoś, kto pomaga wydostać się z przemocowej relacji, przyjęcie perspektywy osoby krzywdzonej jest największą przeszkodą w procesie pomocy. Wiktymizacja, niezależnie od tego, czy ma charakter pierwotny, czy wtórny, lokuje taką osobę w sytuacji braku nadziei, w przekonaniu o własnej bezwartościowości, ułomności. Szereg doświadczeń z życia codziennego potwierdza, że osoba nie ma wpływu na swoje życie, brakuje jej sprawczości i siły, by zadbać o ważne dla siebie obszary.
Wyuczona bezradność dodatkowo wzmacnia bierność. Z perspektywy wielu podejmowanych przez osobę doznającą przemocy prób naprawy relacji, trudno się temu dziwić. Każda z dotychczasowych prób powodowała jeszcze większą opresję, zatem finalnie musiała prowadzić do wniosku, że nawet największe starania nie przynoszą zmiany. Tunelowe myślenie właściwe dla kryzysu psychicznego nie pozwala spojrzeć na sytuację z zewnątrz i zatrzymuje w tym układzie. A gdy nic nie przynosi zmiany na lepsze, nie ma nadziei, następuje załamanie, prowadzące często do poważniejszych skutków, np. zaburzeń psychicznych.
Są one ostatnim elementem skutecznie utrudniającym wychodzenie z krzywdzącej relacji. Z jednej strony trwanie latami w zagrażającym środowisku powoduje przewlekły stres, w którym naturalnie pojawić się mogą depresja, stany lękowe, reakcje na ciężki stres czy zaburzenia adaptacyjne, z drugiej – takie warunki aktywują inne zaburzenia, które we wspierającym otoczeniu wcale by się nie ujawniły.
Pamiętajmy także, że przeszkody w uzyskaniu niezależności, wynikające ze stanu psychicznego jednostki, będą łączyć się ściśle z możliwościami prowadzenia niezależnego życia zawodowego.
Podsumowując, dobrze zauważyć, że wartości i potrzeby osoby krzywdzonej, mechanizmy przemocy oraz odbierające siłę jej skutki są czynnikami utrzymującymi stałość relacji, w której jest obecna przemoc. Jednak wpływ na nią mają także reakcje świadków – rodziny czy znajomych, a także profesjonalistów. To od nich mogą pochodzić komunikaty podważające działania osoby stosującej przemoc, a tym samym – dające nadzieję, a czasem impuls do zmiany osobie krzywdzonej. Umiejętne pokierowanie tą osobą, przy poszanowaniu jej gotowości na zmiany, może wymagać czasu i – z pewnością – empatii. To trudne zadanie, wymagające gotowości także od specjalistów – by zanurzyć się w świat doświadczeń osoby krzywdzonej i dzięki temu odkryć jej indywidualne hamujące uwarunkowania – poza tymi, przypisanymi do samego zjawiska. Tylko taka droga może być skuteczna.
Justyna Rzytki-Sroka
Bibliografia
Dekert M. (2026). Mrokiem mroku nie rozproszysz. Poznań: Wydawnictwo W drodze.
Dyjakon D. (2016). Przemoc domowa. Czy można wybaczyć i być razem? Warszawa: Wydawnictwo Difin.
Melibruda (2009). Przeciwdziałanie przemocy domowej. Warszawa: Instytut Psychologii Zdrowia PTP.
