
Dziecko ma prawo do ochrony wizerunku – przypomina Katarzyna Hernandez, dyrektorka Zespołu Edukacji Cyfrowej i Bezpieczeństwa w Sieci Biura Rzecznika Praw Dziecka. – Rekomendujemy rozważne podejście do publikacji zdjęć dzieci i młodzieży – dodaje.
Trwa kampania Więcej szacunku dla młodego wizerunku. Czy wynika ona stąd, że Rzeczniczka Praw Dziecka zauważa duże problemy w tym zakresie? Brakuje szacunku dla wizerunku dzieci?
Często dorośli nie zadają sobie pytania, co może się wydarzyć ze zdjęciem dziecka, które publikują w internecie. Rodzice, nauczyciele czy opiekunowie rozpowszechniają zdjęcia w dobrej intencji. Nie chcą zrobić nikomu krzywdy. Przeciwnie, pragną się podzielić ładnym obrazkiem, miłym wydarzeniem, pochwalić, że spędzają dobry czas w gronie rodzinnym, w pięknej okolicy. Natomiast my, z racji pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka wiemy, że raz opublikowane zdjęcie, nawet jak się je usunie, tak naprawdę nigdy nie zniknie z internetu. Może zostać zwielokrotnione, przerobione, na przykład przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, a nawet wykorzystane w celach przestępczych.
Ale co się może wydarzyć ze zdjęciem naszego dziecka z wakacji, na którym maluch uśmiecha się, jest piękna pogoda, a my chcemy pochwalić się radosnym czasem na portalu społecznościowym?
Ten maluch za kilka lat dorośnie i może nie będzie chciał, żeby jego zdjęcie z wczesnego dzieciństwa było w sieci. Ma prawo do tego, by zdecydować. Właśnie o tym jest kampania: dziecko ma prawo zdecydować, czy chce, by jego wizerunek znajdował się w sieci. Warto pytać dziecko, czy można zrobić zdjęcie i czy można je opublikować. Kampanii Więcej szacunku dla młodego wizerunku towarzyszy raport z badań pokazujących stosunek młodzieży do publikacji ich wizerunku w sieci. Publikację poprzedza cytat z wywiadu grupowego z udziałem nastolatków w wieku 12–13 lat: Na tym zdjęciu jestem ja. Także jeśli ja, czyli główny bohater nie wyrażę zgody, to nie bardzo [należałoby je publikować]. To jest oś naszej kampanii: to dziecko decyduje, żeby być w sieci i to dziecko ma prawo kreować swój wizerunek. Rodzice udostępniają zdjęcia powodowani pozytywnymi emocjami, ale czasem rodzic publikuje najpierw test ciążowy, potem usg, potem wiele zdjęć niemowlaka, w sytuacji, w której już sama informacja, że Kasia, Tosia czy Marysia to moje dziecko, ma znaczenie. Pytanie, czy chcemy, żeby informacje o dzieciach znajdowały się w sieci, kiedy nie wiemy, co platformy robią ze zdjęciami ani z informacjami, które im towarzyszą. Mamy przecież świadomość, że wykorzystują informacje, ponieważ, gdy szukamy określonych treści, od razu dostajemy reklamy i polecenia stron czy grup związanych z naszym zapytaniem. Algorytmy śledzą naszą aktywność w sieci. Pojawia się kwestia, czy chcemy, żeby dane naszych dzieci od ich najwcześniejszego wieku były wpuszczone w system, którego działanie nie jest jasne. Jedną kwestią, o której mówimy, jest prawo dziecka do prywatności (to jest właśnie ten szacunek dla wizerunku), a drugą – prawo do decydowania o sobie.
Jednak to rodzice sprawują opiekę nad dziećmi.
Jako sprawujący władzę rodzicielską nie powinniśmy ignorować prawa dziecka do decydowania o sobie.
A co może się wydarzyć ze zdjęciem?
Wszystko. Na powszechnie udostępnione, „niewinne” zdjęcie może wylać się fala komentarzy, w tym nieprzychylnych. Widzimy na co dzień w naszej pracy takie sytuacje.
Kto tak komentuje? Rówieśnicy dzieci?
Często to zależy od ustawień prywatności. Rodzice mogą mieć ustawione social media tak, że dostęp do treści ma wąski krąg krewnych i przyjaciół. Tam niebezpieczeństwo jest mniejsze. Ale często profile są otwarte i może tam wejść każdy. Algorytm może podpowiedzieć obcemu człowiekowi, że jest zdjęcie, które może zechcieć skomentować. I wtedy może dojść do wylania się złych emocji, bolesnych komentarzy – najbardziej dla głównego bohatera zdjęcia, czyli dziecka.
To się często zdarza?
Często obserwujemy, że zdjęcia są komentowane w bardzo niemiły sposób. Podobne sytuacje zdarzają się, kiedy zdjęcia publikuje placówka oświatowa czy opiekuńczo-wychowawcza. Pod zdjęciami małych dzieci czasem wylewa się morze hejtu. A te dzieci zostały uwiecznione, gdy się bawią, tańczą, śmieją. To pokazuje, że nie ma czegoś takiego, jak niewinne zdjęcie.
Jeżeli profil rodzica nie jest ogólnie dostępny, to można bezpiecznie pokazywać zdjęcia dzieci?
Nie. Jak powiedziałam, wtedy ryzyko jest nieco mniejsze. Jednak wciąż dajemy dostęp do wizerunku dziecka i prawa do tej fotografii właścicielowi platformy. Nie wiemy, co się wydarzy z tym zdjęciem za dwadzieścia lat. Teraz już wiemy: nie ma czegoś takiego jak bezpieczne publikowanie zdjęcia w sieci. Nie chcę, by moje słowa zabrzmiały jak pretensja do rodziców. Nikt nas nie nauczył, jak funkcjonować w cyfrowym świecie. Kto nie opublikował nigdy swojego zdjęcia albo fotografii dziecka, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie było kiedyś powszechnej wiedzy na ten temat. Teraz, przy obecnym stanie wiedzy apelujemy: przed publikacją zdjęcia pięć razy się zastanówcie i postarajcie się, by jak najmniej informacji się na nim znalazło. Jeśli jesteśmy na wakacjach, chwalmy się pięknymi pejzażami i zachodami słońca.
Jak szeroki zasięg ma Państwa kampania?
Dotarliśmy z nią do wszystkich szkół podstawowych w Polsce. W skład materiałów wchodzą między innymi plakat, broszura i scenariusze zajęć. Rekomendujemy bardzo świadomy stosunek do upowszechniania zdjęć. Najpierw należy zadać sobie pytanie, czy na pewno chcemy udostępnić wizerunek, potem – jak to zrobić, by było jak najbezpieczniej.
Co ze zdjęciami, które już zostały opublikowane? Powiedziała pani, że usunięcie zdjęcia z naszego profilu nic nie zmieni.
Na pewno zmieni na samym profilu. Natomiast nie mamy gwarancji, że te zdjęcia nie pojawiły się już gdzieś indziej w sieci – pobrane lub zmodyfikowane.
W kampanii powołujecie się Państwo na najwyższe akty państwowe – na Konstytucję RP.
Tak, w zakresie prawa dziecka do prywatności. Także na Konwencję praw dziecka, na prawo do wychowania bez przemocy, bo jednak narażenie dziecka na hejt, który się wylewa pod jego zdjęciem, to jest przemoc i – przede wszystkim – powołujemy się na prawo dziecka do decydowania o sobie w sprawach, które jego dotyczą. Naszym obowiązkiem jest wzięcie pod uwagę jego zdania. Jeśli dziecko mówi, że nie chce zdjęcia, uszanujmy to zdanie.
Głos w swojej sprawie zabierają dzieci starsze, nastolatki. A co z maluchami? Co z sytuacjami, w których mama 5-latka opowiada, że dziecko uwielbia social media i samo prosi, by mu zrobić zdjęcia?
To kwestia dorosłych – ich wiedzy i zdrowego rozsądku. Jeśli dziecko chce jeść lody przez cały dzień, to mu nie pozwalamy, ponieważ wiemy, że to dla niego niedobre. Podobnie ze zdjęciami. Kierując się dobrem dziecka, musimy zdecydować, czy pójść za jego prośbą i opublikować zdjęcie, czy też nie. Pojawia się pytanie: czemu ma służyć publikacja tego zdjęcia?
Objaw miłości? Duma z udanej pociechy? Chwalenie się swoim szczęściem: mamy cudowne dziecko, wakacje, jesteśmy w pięknym miejscu?
Jeśli już, to chwalmy się w wiadomości, którą wyślemy najbliższym, w ramach ścisłej, zamkniętej grupy. Nie na platformach społecznościowych, w chmurowych, szeroko dostępnych sieciach, z których te zdjęcia mogą wszędzie wypłynąć. W naszym Biurze pracują osoby zajmujące się problemem seksualnego wykorzystania dzieci. Widzimy, że sprawcy przemocy są szczególnie aktywni w sieci, gdzie mają dostęp do zdjęć z takich miejsc, jak plaże, baseny, ale też placówki edukacyjne czy oświatowe.
Świat, który wydaje się nam bezpieczny, wcale taki nie jest.
Internet wkroczył na dobre w nasze życie. Choć myśleliśmy: jesteśmy w domu, dziecko przy komputerze, nic złego nie może mu się stać… Kampania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę otworzyła nam oczy. Uświadomiła, że dziecko w sieci nie jest bezpieczne, bo nie wiemy, kto jest w tej sieci partnerem do rozmowy, nie wiemy, kto jest po drugiej stronie czatu, jak wykorzysta zdjęcie i towarzyszące mu informacje. To powinno być kompasem dla naszych poczynań w internecie. Pomyślmy chwilę – przecież osobie przechodzącej obok nas na ulicy nie powiemy gdzie i z kim spędzamy wakacje, jak ma na imię nasze dziecko, do jakiej szkoły chodzi, jakie ma pasje. A w sieci dzielimy się takimi informacjami, nawet nie myśląc, kto i co może z tego wykorzystać.
Czy impuls do rozpoczęcia kampanii Więcej szacunku dla młodego wizerunku wyszedł ze środowiska ekspertów, czy ze skarg, które spływały do Biura Rzecznika Praw Dziecka?
I jedno, i drugie. Wpływa do nas wiele próśb o pomoc, o interwencję, dotyczących publikacji zdjęć bez zgody rodzica. Przypomnijmy, żeby opublikować zdjęcie dziecka, potrzebna jest zgoda jego opiekuna prawnego. Bez takiej zgody publikowanie zdjęć jest bezprawne. Jako Biuro RPD rekomendujemy placówce edukacyjnej – kiedy zbierane są zgody od rodziców – uprzedzenie ich, że dzieci też będą się wypowiadać na swój temat i jeśli nie będą chciały pozować, to ich zdanie zostanie uszanowane.
To da rodzicom do myślenia.
Zdecydowanie. Dziś dziecko chce być na zdjęciu, a jutro nie chce. Dorośli także mają różne zdania – jednego dnia chcą pozować, drugiego nie są w formie i odmawiają pozowania. Trzeba to brać pod uwagę. Pytanie dziecka o zgodę uświadamia mu, że ma wybór, możliwość podjęcia decyzji, ale też uczy konsekwencji wyborów: nie ma cię na danym zdjęciu, bo zapytany, nie chciałeś. Takie sytuacje można wykorzystać do rozmów z dzieckiem.
Rodzice mogą nie zgodzić się na udostępnianie wizerunku dziecka przez placówkę oświatową.
Szkoły zazwyczaj zbierają zgody rodziców na upublicznienie wizerunku dzieci na początku roku szkolnego. Zgoda, aby była wiążąca, musi być świadoma. Tymczasem trudno mówić o świadomości, jeśli we wrześniu udzielam zgody na zdjęcie dziecka podczas wydarzenia, które odbędzie się w maju.
Nie wiemy, na jakie imprezy wyrażamy zgodę.
Tak. Jako rodzic powinnam wyrażać zgodę na konkretne zdjęcie.
To byłoby przeniesienie sytuacji znanej z mediów, gdzie prosi się o autoryzację zdjęcia przed jego publikacją. Rodzic powinien widzieć, jakie zdjęcie jego dziecka szkoła zamierza opublikować?
Tak być powinno. To zresztą logiczne – dzisiaj wyrażam zgodę na udokumentowanie wycieczki mojego dziecka z klasą do zoo, ale wolałabym, żeby za tydzień nie upowszechniano zdjęcia dziecka na basenie. W sytuacji jednej zgody na publikację wizerunku przez cały rok szkolny nie ma takiego wyboru. Oczywiście przysługuje nam prawo do cofnięcia zgody albo przesłania prośby o usunięcie zdjęcia.
Ostatnio obejrzałam profile kilku szkół z Mazowsza. Poza jedną, wszystkie obficie pokazywały podopiecznych. Tylko jedna zilustrowała szkolną wycieczkę do Warszawy zdjęciem uczniów patrzących na pałac w Wilanowie, przy czym dzieci są przodem do pałacu, a tyłem do obiektywu. Inne placówki publikowały zdjęcia portretowe, często małych dzieci np. z pasowania na uczniów zerówki.
Szkoły mają profile otwarte. Każdy może tam wejść. Publikowane są zdjęcia portretowe z dyplomami czy świadectwami w ręku, gdzie mamy nie tylko wizerunek, ale i inne dane osobowe (wizerunek też jest daną osobową) – nazwę szkoły, klasę. Publikowane są plany lekcji. Człowiekowi o przestępczych zamiarach nie jest trudno połączyć dane dziecka z lokalizacją i informacją, kiedy i gdzie kończy zajęcia. To jest naprawdę niebezpieczne.
Wciąż mało osób myśli o tych sprawach całościowo. Osobno te rzeczy wydają się niewinne: zdjęcie dziecka z dyplomem na stronie szkoły…
Musimy widzieć nasze decyzje w szerszym kontekście. Dodatkowo, jeśli rodzic podpisuje zgodę na rozpowszechnienie wizerunku dziecka, to w tej zgodzie nie ma prawa do upowszechniania danych osobowych, jak imię, nazwisko, klasa. W naszej broszurze nawołujemy: nigdy nie publikuj wizerunku dziecka wraz z innymi danymi. Trzeba z tym bardzo uważać. I niestety, mamy dużo spraw związanych z tym, że rodzice nie zgadzają się na upowszechnianie zdjęć dziecka na profilach szkoły, co albo nie jest później przestrzegane, albo decyzja rodzica skutkuje wykluczaniem dziecka z atrakcyjnych wydarzeń.
Czyli szkoły wiążą możliwość uczestnictwa dziecka w wydarzeniu z koniecznością bycia na zdjęciach?
Tłumaczy się to tym, że skoro dziecko bierze udział w konkursie recytatorskim, to trzeba mu zrobić zdjęcia. Jednak nie trzeba! Można je zrobić, ale tylko dla rodzica – nie publikować na stronie. Chodzi o to, by decyzja o nieudostępnianiu zdjęcia nie prowadziła do dyskryminacji dziecka. Nie jest to trudne – na zbiorczym zdjęciu dzieci, których wizerunek ma nie być publikowany, stoją po bokach. Tak więc nie mają poczucia wykluczenia podczas robienia pamiątkowej fotografii, a przy publikacji można je wykadrować.
Kiedyś, w niektórych rodzinach była tradycja zdjęć „nocniczkowych”. Takie fotografie były w albumach rodzinnych. Gdy ktoś z kolegów chwycił takie zdjęcie i wyniósł, zawstydzenie bohatera było duże, ale ograniczało się do podwórka, do czasu aż interweniował ktoś z dorosłych. A teraz takie zdjęcie mogłoby być wielkim problemem dziecka.
Zdjęcia nocniczkowe, zdjęcia w kąpieli były robione wiele lat temu, dzisiaj też powstają i czasem trafiają do sieci. Pytanie: po co? Jaki to ma sens?
Co możemy zrobić, kiedy zdjęcia naszego dziecka są już w sieci?
Można przeprowadzić rozmowę z dzieckiem. Zapytać, które z tych zdjęć usunąć, a które można zostawić, i dlaczego. Dziecko ma prawo do tych decyzji, bo to jego zdjęcia. Dobra też byłaby rozmowa z dzieckiem o jego prawie do mówienia „nie”. Jeśli jako rodzic nie akceptuję sprzeciwu dziecka, to jest ryzyko, że dziecko nie sprzeciwi się także kolegom, którzy będą je namawiali do zrobienia ryzykownej fotografii. To w domu i w szkole młody człowiek powinien nauczyć się stawiania granic. Od szacunku dla wizerunku można zacząć budować szacunek dla prywatności, integralności.
Kierujecie tę kampanię do rodziców i do szkół.
Mamy nadzieję, że te informacje trafią przez szkoły do dzieci, ale i do rodziców. Chcielibyśmy, żeby szkoły przestały zalewać swoje strony www zdjęciami uczniów, żeby zaczęły zastanawiać się, jakimi zdjęciami i ujęciami mogą informować o aktywności placówki.
Być może samorządy nadzorujące placówki oświatowe mają pracę do zrobienia.
W samorządach siła, ponieważ to organy nadzorujące szkoły. Jednak często słyszymy, że szkoła publikuje zdjęcia na prośbę samorządu, który chce nagłośnić, iż podległa mu placówka świetnie sobie radzi. Byłoby więc dobrze, by samorządy także z powagą podeszły do problemu i rozważnie dysponowały wizerunkami. Warto tu podkreślić, że ogólna zgoda na upublicznianie zdjęć dziecka jest w dyspozycji szkoły i dotyczy wydarzeń szkolnych. Zdjęcia mogą być publikowane na stronie szkoły. Mamy jednak zgłoszenia, że te same zdjęcia są udostępniane na stronie urzędu, którego reprezentant odwiedził szkołę. Często alarmują nas o tym rodzice. Trzeba przyznać, że gdy tylko kontaktujemy się z urzędami, zdjęcia znikają.
Kierownicy placówek oświatowych mogą uważać, że dbałość o szacunek dla wizerunku dzieci i młodzieży to kolejna zawiła procedura przy wielu innych problemach oświaty. Z drugiej strony przyzwyczailiśmy się, że szkoły potrzebują tych zdjęć, żeby pokazać dynamizm placówki i mnogość zajęć.
Przypomnijmy: są placówki, które nie publikują zdjęć. Inną sprawą jest, że przyzwyczailiśmy się do publikowania zdjęć i część rodziców chce widzieć sukcesy dzieci, życie szkoły. Same placówki bronią się argumentem, że dokumentują swoją działalność. Jednak mogłyby ją dokumentować w grupach zamkniętych. Są placówki oświatowe, które tak postępują.
Czy to właśnie rekomendujecie?
Rekomendujemy rozważne podejście do publikacji wizerunku dzieci i młodzieży. Rekomendujemy pogłębioną refleksję na ten temat.
Z Katarzyną Hernandez rozmawiała Beata Modrzejewska.
