Kampania „Lekarzu, reaguj na przemoc!” Pomożemy ci w tym!

Kolejna edycja kampanii ma za zadanie dostarczyć lekarzom stosowne narzędzia. Bywa, że brakuje im informacji, jakie czynności wykonać w sytuacji przemocy domowej czy jakie instrumenty prawne są do dyspozycji – mówi dr Michał Lewoc, sędzia Sądu Rejonowego w Legnicy.

Właśnie ruszyła kolejna edycja kampanii „Lekarzu, reaguj na przemoc!” z podtytułem: „Pomożemy ci w tym!”. Jako ekspert i jako jedna z twarzy kampanii podkreślał pan, że lekarze za rzadko uruchamiają procedurę „Niebieskie Karty”. Co, pana zdaniem, pozwoliłoby zmienić tę sytuację?

Wydaje się, że z jednej strony mogłaby pomóc kampania informacyjna, a z drugiej – bardziej zdecydowane kroki Ministerstwa Zdrowia. Od samego początku budowania systemu przeciwdziałania przemocy domowej, czyli od 2006 roku – z nowelizacjami z 2010 roku, które miały dodać „zęby” tej ustawie – borykamy się ze zbyt małym zaangażowaniem środowiska ochrony zdrowia w sprawę przeciwdziałania przemocy domowej. Być może u podstaw tego problemu leży fakt, że choć potocznie mówimy „służba zdrowia”, to już nie jest służba, lecz „ochrona zdrowia”. Określenie „służba” zniknęło, ponieważ zmienił się system ochrony zdrowia. Sposób realizowania usług medycznych częściowo się sprywatyzował, częściowo pozostaje w gestii samorządów terytorialnych. Okazuje się, że dziś trudno przełożyć ministerialne zalecenia czy działania na rzeczywisty sposób funkcjonowania przedstawicieli ochrony zdrowia, zwłaszcza w dziedzinie kwestii społecznych, jak na przykład przemoc domowa. Inaczej jest w policji, w środowisku pracowników socjalnych czy kuratorów sądowych, gdzie zalecenia zwierzchnie mają konkretne przełożenie na codzienną pracę podległych ludzi. Mimo wszystko wydaje mi się, że – w stosunku do postępowania przedstawicieli zawodów medycznych – Ministerstwo Zdrowia ma narzędzia do wdrażania procedur w zakresie przeciwdziałania przemocy domowej, skoro ma moc wprowadzania procedur medycznych. Wiemy przecież, że przemoc domowa generuje różnego rodzaju problemy zdrowotne, którymi wszak zajmuje się ochrona zdrowia. Tak więc Ministerstwo Zdrowia powinno być adresatem próśb i wniosków, by zintensyfikować działania i skłonić podmioty medyczne, a co za tym idzie lekarzy, do – chociażby – częstszego udziału w procedurze „Niebieskie Karty”.

Ministerstwo Zdrowia chce się zaangażować w przeciwdziałanie pomocy domowej. Swoją rolę mają też samorządy.

Samorządy, czyli gminy, są bezpośrednim wykonawcą przepisów ustawy. To gminy powołują zespoły interdyscyplinarne, więc kwestia świadomości problemu przemocy domowej jest w gminach rozbudowana. Z wiedzą na ten temat, jak sądzę, powinniśmy iść na wyższy szczebel samorządu terytorialnego: do powiatów i województw.

Czym są zespoły interdyscyplinarne?

Zespoły interdyscyplinarne są powoływane przez gminę, a w ich skład, w założeniu, powinni wchodzić szefowie wszystkich służb, o których mówi ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej. To m.in. policja, Żandarmeria Wojskowa, pomoc społeczna, ochrona zdrowia, oświata, kuratorzy sądowi, gminne komisje rozwiązywania problemów alkoholowych, czasem przedstawiciele organizacji pozarządowych. Członków tych zespołów wymienia ustawa. Ich zadaniem jest spojrzenie systemowe i ocena, nieco z lotu ptaka, jak wygląda w gminie sprawa przemocy domowej. Mają oni dokonywać diagnozy skali zjawiska, podejmować zadania mające na celu edukację społeczności czy koordynować działania służb. Natomiast realizacją czynności w konkretnych dziedzinach zajmują się grupy diagnostyczno-pomocowe, które są powoływane przez zespoły interdyscyplinarne. W skład tych grup wchodzi obligatoryjnie pracownik socjalny oraz funkcjonariusz policji, a także fakultatywnie dobierani przedstawiciele innych służb lub instytucji, którzy są zorientowani w problemach danej rodziny lub prowadzą tam działania. Myślę tu np. o pedagogu szkolnym, o nauczycielu – jeżeli w grę wchodzi dziecko. Może także znaleźć się tu pielęgniarka środowiskowa lekarz czy kuratorzy sądowi – zarówno dla dorosłych, którzy np. stosują dozór wobec osób stosujących przemoc domową, jak i kuratorzy rodzinni wykonujący zalecenia sądu opiekuńczego w danej rodzinie. Osoby te mają współpracować w danym przypadku, w szczególności tworzyć indywidualny plan ochrony. Powinni pracować zarówno z osobą doznającą przemocy domowej, jak i z osobą ją stosującą.

Czy pana zdaniem jest możliwość, by osoby działające w zespołach interdyscyplinarnych lub grupach diagnostyczno-pomocowych zaangażowały się w promowanie przekazu kampanii „Lekarzu, reaguj na przemoc! Pomożemy ci w tym!”?

Z całą pewnością. Kampania dociera do gmin i przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego, najczęściej przedstawiciel ośrodka pomocy społecznej (system przeciwdziałania przemocy domowej został oparty m.in. na ustawie o pomocy społecznej, stąd zespoły są powoływane najczęściej przy ośrodkach pomocy społecznej), może zaprosić na posiedzenie zespołu np. dyrektora szpitala, zakładu podstawowej opieki zdrowotnej lub innej placówki medycznej, świadczącej usługi na terenie gminy po to, aby przekazywać informacje, edukować pracowników. W szczególności wymienionych w ustawie, przede wszystkim: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych. W tym kierunku, z pewnością, można byłoby angażować te podmioty.

Nowa edycja kampanii ma dodatkowe hasło: „Pomożemy ci w tym!”. Czy lekarzom potrzebne jest wsparcie prawne?

Na pewno tak i to się dzieje w ramach aktualnie prowadzonej kampanii. Brakuje informacji prawnych, np. jakie czynności powinien czy nawet musi wykonać lekarz w danej sytuacji, jakie ma narzędzia prawne, jakie kroki powinien podjąć, by przeciwdziałać przemocy domowej, czyli ją zatrzymać. Należy uświadomić lekarzom, że stanowią istotny element systemu przeciwdziałania przemocy domowej i że nie są pozostawieni sami sobie. Mogą stać na początku tej drogi – inicjować wszczęcie procedury „Niebieskie Karty”jak i później, to znaczy brać udział w jej realizacji, np. zostać doproszonym do grupy diagnostyczno-pomocowej, nieść pomoc ekspercką. Jednym słowem: powinni mieć świadomość tego, że na lekarzu także spoczywają obowiązki prawne, które mają na celu powstrzymanie przemocy. Można powiedzieć, że lekarzom brakuje narzędzi do tego, by posiąść wiedzę, a potem, przy jej pomocy, realizować poszczególne czynności. Innymi słowy, narzędzia to wiedza na ten temat plus stosowne dokumenty, czyli np. formularz „Niebieska Karta – A”, który należy wypełnić w sytuacji, gdy lekarz poweźmie podejrzenie, że pacjent doznaje przemocy domowej, czy też wzór zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, który należy skierować do prokuratury lub policji. Podstawą do takich wniosków są nie tylko obrażenia, ale i inne objawy chorobowe, których źródłem może być występowanie przemocy domowej. Lekarz jest osobą uprawnioną do wszczęcia procedury „Niebieskie Karty”, a czasami do zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – ma taki obowiązek. Te obowiązki należy uświadomić lekarzom, właśnie poprzez kampanię, przekazy medialne, działania online. Każda forma dobrego przekazu wiedzy jest właściwa i bardzo, bardzo potrzebna.
Dodam, że choć ta kampania jest skierowana przede wszystkim do lekarzy, to przecież także pielęgniarki czy pielęgniarki środowiskowe, jako przedstawiciele zawodów medycznych, są uprawnione do podejmowania działań w zakresie zapobiegania przemocy domowej.

Myśli Pan, że rola osób pracujących w oświacie też może być znacząca dla celów kampanii?

Do niedawna oświata nie była zaangażowana w te działania tak, jak byśmy sobie życzyli. Także liczba wszczynanych procedur „Niebieskie Karty” przez przedstawicieli systemu edukacji była na bardzo niskim poziomie, aczkolwiek wyższym niż w przypadku przedstawicieli ochrony zdrowia, którzy wszczynają zaledwie 2 proc. procedur. Oświata osiągnęła pułap 5 proc., a więc nieco lepiej. Około 70 proc. procedur „Niebieskie Karty” inicjuje policja, reszta należy do pomocy społecznej – ponad 20 proc. Po nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich, która odbiła się głośnych echem, oświata została wyposażona w procedury działania w sytuacjach, w których nauczyciele czy inni pracownicy oświaty stwierdzą przemoc wobec dzieci. Dotyczy to przemocy zarówno rówieśniczej, jak i ze strony obcych osób, pedofilii oraz przemocy domowej. W związku z tym wprowadzono standardy postępowania placówek oświatowych w tej dziedzinie. Wymienione są stanowiska osób odpowiedzialnych za wszczynanie procedur, za kontakt z innymi organami, za udział w grupach diagnostyczno-pomocowych, a więc jeżeli chodzi o oświatę –  będzie lepiej.

Miałby Pan propozycję chwytliwego hasła zapowiadającego obecną kampanię?

Myślę, że sama nazwa „Lekarzu reaguj na przemoc! Pomożemy ci w tym!” jest znakomitym hasłem. Jest chwytliwa, jasno wskazuje cel. Mamy zdanie niemal rozkazujące: „Reaguj na przemoc!”, a dopisek „Pomożemy ci w tym!” wskazuje na to, że chcemy dać narzędzia, jak to robić. Są różne przyczyny, dla których dotychczas lekarze niezbyt chętnie angażowali się w ten system.

Czy chodzi o czas, który należy poświęcić na procedurę?

Czas jest jednym z istotnych czynników. Wynika nie tylko z obawy, że wywiad z pacjentem się przedłuży i jeszcze dojdzie do tego wypełnianie formularza „Niebieska Karta – A”, lecz także – a może nawet raczej – z lęku, iż inicjując procedurę, lekarz zaangażuje się w sprawę i potem będzie gdzieś wzywany, będzie musiał składać zeznania, jednym słowem: zostanie uwikłany w działania, które pochłoną mu czas. A, jak wiadomo, czas lekarza jest bezcenny. Inna obawa wynika z braku wiedzy o tym, jakie czynności lekarz powinien podjąć, kogo zawiadomić, w jaki sposób rozmawiać z pacjentką czy pacjentem o podejrzeniach, że doszło do przemocy domowej. Może brakować zarówno wiedzy na temat narzędzi prawnych, jak i technik komunikacyjnych, a nawet psychologicznych. Przecież forma tej rozmowy w żadnym przypadku nie może wtórnie wiktymizować pacjenta – z gabinetu powinien wyjść wzmocniony, a nie jeszcze bardziej znękany. Z tym zresztą zmagały się wszystkie służby, które pracują w obszarze przeciwdziałania przemocy domowej. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jak pracować z osobami, żeby kolejny raz nie wywoływać cierpień, lecz udzielić im wsparcia. Borykała się z tym policja, także opieka społeczna. Myślę, że powoli dochodzimy do wypracowania przyzwoitych standardów w tej dziedzinie.

Podsumowując: mamy dobre hasło, są podejmowane właściwe działania. Czekamy na dobre rezultaty: więcej wdrażania procedur „Niebieskie Karty” przez lekarzy, więcej zaangażowania, może także wrażliwości.

Kluczowym celem jest uwrażliwienie przedstawicieli środowisk medycznych na fakt, że leczenie objawowe skutków przemocy domowej nie wystarczy. Okazuje się, że gdy źródło cierpienia pacjentów, ich obrażeń czy objawów psychosomatycznych znajduje się w przemocy domowej, to należy sięgnąć po inne środki niż tylko recepta. Mówiąc też zupełnie oportunistycznie z punktu widzenia lekarza: w sytuacji, w której nie zadziałamy na samą przyczynę – a przyczyną może być przemoc domowa – pacjent będzie wracał z różnymi objawami, z różnymi chorobami. Należy uświadomić środowisku medycznemu, że ma obowiązek nie tylko leczyć objawy, ale podejmować wszelkie niezbędne działania, by powstrzymać przemoc domową, która jako zjawisko społeczne przekłada się na działanie i koszty ponoszone przez społeczeństwo, przez państwo i samą ochronę zdrowia. Oczywiście, że powinniśmy uwrażliwiać lekarzy, przekazywać im stosowną wiedzę zarówno na temat narzędzi prawnych, jak i na temat sposobów komunikacji z osobami doznającymi przemocy domowej.

Z Michałem Lewocem rozmawiała Beata Modrzejewska

Michał Lewoc,sędzia Sądu Rejonowego w Legnicy, doktor nauk prawnych. Przez wiele lat pełnił funkcję naczelnika Wydziału ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie w Departamencie Współpracy Międzynarodowej i Praw Człowieka Ministerstwa Sprawiedliwości. Współtwórca systemu przeciwdziałania przemocy domowej. Certyfikowany specjalista z zakresu przeciwdziałania przemocy domowej. Członek Zespołu Monitorującego ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie (obecnie: domowej) I i II kadencji.