W cieniu własnego żartu, czyli o opuszczeniu wpisanym w rolę maskotki rodzinnej

Zdjęcie ilustracyjne / źródło www.freepik.com

Dzieci pochodzące z rodzin z problemem uzależnienia od alkoholu, poprzez przylepianie do warg uśmiechu, ukrywają ból psychiczny związany z przeżywaniem ciągłego strachu i niepewności, lęku o bliskich i siebie, o przetrwanie rodziny. Może to znacząco wpłynąć na proces kształtowania się osobowości na dalszych etapach życia.

Uzależnienie jednego z członków rodziny destrukcyjnie wpływa na funkcjonowanie całego systemu. W relacjach łączących najbliższych domowników ujawnia się napięcie, które destabilizuje strukturę rodzinną i wzbudza poczucie niepewności u każdego z nich. Wszystkie osoby funkcjonujące w ramach takiego systemu przyjmują wobec niego określoną postawę, nawet jeśli robią to nieświadomie. Innymi słowy, przyjmują pewną pozycję i rolę w ramach rodzinnych, co pozwala im trwać i stabilizować napięcia związane z różnymi wydarzeniami. To proces naturalny i obecny w każdej rodzinie. Może mieć istotne znaczenie podczas rozważania dynamiki relacyjnej w rodzinach z problemem uzależnienia oraz jej wpływu na psychiczne funkcjonowanie każdego z jej członków. Jedną z form radzenia sobie z wymaganiami środowiska zewnętrznego może być zbudowanie w sobie konkretnego sposobu odpowiadania na te oczekiwania, zarówno w sensie emocjonalnego, jak i behawioralnego działania. Stworzenie w sobie takiego wewnętrznego systemu reakcji, opartego na psychicznych zasobach czy indywidualnych cechach, może znacząco wpłynąć na proces kształtowania się osobowości na dalszych etapach życia.

Można wyróżnić kilka tego rodzaju strategii obronnych, po które sięgają osoby wychowujące się w rodzinie z problemem uzależnienia, zwłaszcza uzależnienia od alkoholu. Jedną z nich jest wypracowanie postawy opartej na łagodzeniu napięcia w najbliższych relacjach, unikaniu konfrontacji i spięć oraz niedopuszczaniu do ich powstania, dbaniu o przyjemną, lekką atmosferę domową czy rozśmieszaniu innych, a także przykładaniu dużej wagi do tego, aby ludzie wokół byli w dobrym nastroju.

Po czym poznać, że osoba pełni rolę maskotki

Często przyjmuje się, że w rodzinach z problemem uzależnienia od alkoholu rola maskotki jest najczęściej przyjmowana przez najmłodsze dziecko. Ostatnia w kolejności urodzeń osoba miałaby być chroniona przed odpowiedzialnością za obowiązki domowe czy zajmowanie się innym rodzeństwem, zwalniana z powinności czy odbierana jako pełna uroku i wesoła. W dynamice relacji rodzinnych miałaby sprawiać, że przeciążeni zmartwieniami czy przytłoczeni problemami rodzice rozweselają się i stają spokojniejsi. Innymi słowy, dziecko staje się obiektem kojącym napięcie emocjonalne dorosłego, pełni funkcję maskotki. Generalnie to nic złego, że rodzice mogą inaczej przeżywać emocjonalnie relację z najmłodszym dzieckiem. Jeśli mają już starsze dzieci, a więc i doświadczenie w wychowywaniu i opiece, mogą odczuwać mniejszy lęk związany z rodzicielstwem, a w związku z tym być mniej napięci czy zwracać się do najmłodszego z większą czułością niż wcześniej, kiedy równolegle do niej pojawiały się niepokój czy niepewność. Być może, jeśli dziecko czuje, że rodzic kieruje się do niego z uśmiechem i czerpie przyjemność z tej interakcji, to uczy się, że ujawnienie konkretnych uczuć pomoże uzyskać ciepłą, miłosną reakcję ze strony rodzica. Byłoby to spójne z założeniem o wzajemności w bliskich relacjach, w których obie strony zaspokajają swoje emocjonalne potrzeby i dostrajają się do siebie. Mechanizm ten działa w obie strony, ponieważ to nie tylko rodzice dostrajają się emocjonalnie do swoich dzieci, ale dzieci do rodziców również. Jeśli więc dorośli przeżywają nieustanną frustrację, lęk, łatwo się niecierpliwią czy tłumią w sobie napięcie, druga strona relacji będzie we właściwy dla siebie sposób, często oparty na intuicji, rezonować z ich nastrojem.

Niektórzy pacjenci opisują, że w dzieciństwie byli traktowani jak „oczko w głowie rodzica” – z jednej strony rozpieszczane i idealizowane, a z drugiej mierzące się z rodzącymi napięcie oczekiwaniami, dotyczącymi choćby tego, że należy być uśmiechniętym i radosnym. Może to oznaczać, że złość, smutek czy jakiekolwiek inne trudne emocje przeżywane przez takie dziecko nie spotkają się z przyjęciem, zainteresowaniem czy adekwatną opieką rodzica, a raczej z dyskomfortem czy nawet odrzuceniem. Tego rodzaju rodzicielska miłość może stanowić swoistą pułapkę, gdyż nie akceptuje w dziecku jego rozdrażnienia czy frustracji, a przyjmuje jedynie te aspekty bycia razem, które dają przyjemność.
Nie w każdym jednak przypadku to najmłodsza osoba z rodzeństwa funkcjonuje w roli maskotki. Na sytuację wpływają bowiem nie tylko czynniki zewnętrzne, ale również wewnętrzne predyspozycje osobowościowe. Można pomyśleć, że jeśli ktoś radzi sobie ze wstydem, lękiem czy złością, przybierając maskę uśmiechu i obraca sytuację w żart, to może jest i tak, że potrafi w łagodny sposób przejąć kontrolę nad sytuacją i interakcją społeczną. Tego rodzaju działanie może utwierdzać w poczuciu sprawczości, a także dawać wrażenie przewidywalności świata. Być może w efekcie tego zostaje wzmocnione poczucie bezpieczeństwa, tak jakby psychiczny dobrostan danej osoby mógł zależeć od zapanowania nad zewnętrznymi okolicznościami i funkcjonowaniem innych ludzi. W psychodynamicznym ujęciu ten mechanizm nazywany jest projekcją. Osoba zdaje się umieszczać na zewnątrz własne przeżycia emocjonalne i próbuje poradzić sobie z nimi poprzez wpłynięcie na cudze zachowania, zamiast na własne przeżycia.

Z drugiej strony, przybieranie maski uśmiechu i wesołkowatości może być związane z potrzebą odwrócenia uwagi – innych, ale też swojej – od obszarów rodzących wstyd. W dzieciństwie mógł to być pijący rodzic lub rodzice, a w dorosłości sfery bardziej osobiste, takie jak umiejętność budowania dojrzałych, głębokich więzi emocjonalnych z ludźmi. Jak pisze Andrzej Margasiński (2010), psycholog, dzieci pochodzące z rodzin z problemem uzależnienia od alkoholu, poprzez przylepianie do warg uśmiechu, ukrywają ból psychiczny związany z przeżywaniem ciągłego strachu i niepewności, lęku o bliskich i siebie, o przetrwanie rodziny. Uczucia te nie znajdują odzwierciedlenia i przyjęcia po stronie dorosłych, którzy zdają się raczej je bagatelizować i podkreślać, że nic złego się nie dzieje. Taka reakcja jest zrozumiała, jeśli weźmie się pod uwagę siłę mechanizmów zaprzeczania i wyparcia, w ramach których funkcjonują dorośli w dysfunkcyjnej relacji, związanej z uzależnieniem. Nie chcą zmierzyć się z trudną realnością, jaką stworzyli sobie i swoim dzieciom. W efekcie dziecko, odbierane przez otoczenie jako słodka maskotka, pozostaje ze swoimi odczuciami samo, nawet jeśli jest otoczone ludźmi. Przeżywane przez nie emocje nie są bowiem słyszane ani traktowane poważnie, bo gdyby były, wówczas dorośli musieliby się skonfrontować z realiami, co mogliby odczuć jako zagrażające dla nich.

Najbardziej boli cios zadany własną bronią

Przebywanie w towarzystwie osoby, która nauczyła się funkcjonować w relacjach jako maskotka, może się na początku wydawać dość przyjemne. W dłuższej perspektywie często okazuje się, że wokół takiego kontaktu tworzy się niepoważny klimat i trudno dojrzale porozmawiać bez nieustannego spłycania tematu. Sprawia to wrażenie, jakby relacja była stale kontrolowana tak, aby dialog nie dotyczył zbyt intymnych spraw, co mogłoby wzbudzić skrępowanie bądź niepewność. Taka osoba stwarza wrażenie, jakby niemożliwe było zbudowanie z nią głębszej relacji. Jej zachowanie może być odebrane jako dystansowanie się czy wręcz niechęć. W ten sposób jednostka może nieświadomie powodować, że inni będą się wycofywać z kontaktów – czując, że nie są przyjmowani – co może być przez nią projekcyjnie odebrane jako opuszczenie.

Można odnieść wrażenie, że dla osób funkcjonujących w roli maskotek ważnym czynnikiem budującym poczucie wartości i bezpieczeństwa w relacjach jest potrzeba kontroli. Może ona przejawiać się chęcią wpływania na cudze przeżycia emocjonalne lub nastrój. Jednostka może nie być do końca świadoma tego, że podejmując takie wysiłki, stara się tak naprawdę opracować własne wewnętrzne napięcie, w związku z czym sporo uzależnia od czyjejś reakcji. Niedawno doświadczyłam podobnej dynamiki podczas sesji psychoterapeutycznej, w której zmierzenie się z nieudaną próbą wzbudzenia we mnie uśmiechu spotkało się z gniewem i urazą po stronie pacjenta oraz reakcją odwetową. Brak oczekiwanej reakcji mógł być przeżyty jako opuszczenie bądź odrzucenie wysyłanego zaproszenia do relacji, a jednocześnie może obrazować głęboką trudność w przyjęciu innych oznak troski czy wsparcia. Komuś, kto zidentyfikował się z opisywaną rolą maskotki, może być niezwykle trudno przyjąć, że relacje tworzą dwie odrębne osoby, z których każda funkcjonuje we  właściwy dla siebie sposób. W związku z tym czyjeś reakcje mogą wynikać z ich własnych stanów wewnętrznych, a nie z zewnętrznych oczekiwań.

Osobie zidentyfikowanej z rolą maskotki trudno jest to zrozumieć, dlatego też przejawy czyjejś odrębności zazwyczaj interpretują jako opuszczenie i niezrozumienie. Co ciekawe, mogą sobie zupełnie nie uświadamiać, że – gdy potrzebują czyjegoś uśmiechu do ukojenia własnego napięcia psychicznego – wywierają na innych podobną presję, której sami doświadczali ze strony swoich przepełnionych stresem rodziców. Tak jakby nieświadomie próbowali opracować własną traumę poprzez jej projekcyjne odtwarzanie w relacjach interpersonalnych.

Ten sposób odbierania świata i innych może wynikać z silnej, niezaspokojonej potrzeby uwagi, o którą dawniej ktoś zabiegał w sposób ekspresywny. Szczególnie nagradzające mogło być właśnie rozweselenie kogoś, tak jakby dawało poczucie wpływu na innych. Jednak spotkanie z kimś, kto okaże się odporny na takie próby, może skutkować przeżyciem intensywnego upokorzenia, odrzucenia albo lęku związanego z poczuciem, że relacja idzie w nieznanym wcześniej kierunku. Takie doznanie może wiązać się z obawą przed bliskością i zależnością, które kojarzyć się mogą z ciężką pracą związaną z rozładowywaniem napięć czy regulowaniem czyjegoś nastroju. Tworzy to poczucie bycia używanym w relacji i wzmaga lęk przed wyrażaniem swoich potrzeb, ponieważ komunikowanie ich może z kolei uruchamiać wrażenie wykorzystywania innych do swoich celów.

Poczucie bycia nieprzyjętym i pomijanym w przeżywaniu trudnych emocji w dzieciństwie może również skutkować lękiem przed doświadczaniem takich uczuć. Dla niektórych emocje wydają się być nie do zniesienia i trudne do zrozumienia. Starają się więc, podobnie jak wcześniej rodzice, tłumić je i dusić w sobie w nadziei, że w końcu miną i znikną. W efekcie zaczynają mieć wrażenie, że coś musi być z nimi nie tak, skoro mają w sobie tak dużo napięcia psychicznego. Przeżywają lęk przed szaleństwem, mają siebie dość i odczuwają głęboką frustrację doświadczaną bezradnością wobec tych stanów.

Nienazwane cierpienie zawsze się ujawni

W sytuacji, w której jednostka reguluje swoje napięcie psychiczne poprzez projekcje, tłumienie, zaprzeczanie i odreagowywanie w działaniu, istnieje ryzyko, że większość przeżyć emocjonalnych pozostanie nieuświadomiona. Może to oznaczać większe narażenie na doświadczanie objawów na tle psychosomatycznym czy rozwój dolegliwości zdrowotnych, które mogą mieć podłoże psychiczne. Wśród takich trudności najczęściej obserwuje się zaburzenia żołądkowo-jelitowe, bóle głowy, zaburzenia snu czy apetytu. Takie objawy, nieobjęte opieką, mogą nie tylko wzmacniać nasilenie lęku i sfrustrowania sobą czy niezadowolenia z ich obecności, ale także spowodować zaostrzenie rozwoju problemów zdrowotnych. Brak wglądu i zrozumienia wobec doświadczanych symptomów, zarówno fizjologicznych, jak i psychicznych, może w efekcie wiązać się z ryzykiem wystąpienia problematycznego sposobu korzystania z substancji psychoaktywnych, a nawet uzależnienia. Brak akceptacji samego siebie, trudności w zakresie nawiązywania głębszych i trwalszych relacji, trudności w dłuższym utrzymaniu zobowiązań zawodowych lub innych, mogą prowadzić do unikania konfrontowania się z realnością i odsuwania od siebie odpowiedzialności za własne funkcjonowanie. Pocieszenia można wtedy szukać w działaniu używek, które wpływają na układ nagrody w mózgu, zwiększając jego aktywność i wpływając na wydzielanie dopaminy związanej z przeżywaniem stanu przyjemności. Długofalowe korzystanie z tego rozwiązania upośledza jednak rozwój zdolności do przeżywania przyjemności bez oszałamiania umysłu używkami.

Aneta Gawełek

Bibliografia

Ciosek, M. (2011). Sekretny świat rodziny z problemem alkoholowym. Studia Gdańskie. Wizje i rzeczywistość, nr 8, 270-282.
Margasiński, A. (2010). Rodzina alkoholowa z uzależnionym w leczeniu. Kraków, Wydawnictwo Impuls.
Symington, N. (2021). Narcyzm. Nowa teoria. Gdańsk, Wydawnictwo Imago.